piątek, 20 marca 2015

Miniatura Dramione: "Wciąż ją kocham"

Słowem wstępu, witajcie!

Chciałam Was poinforomować o tym, że najnowsza miniatura pt; "Wciąż ją kocham", została opublikowana na blogu Dwa Światy. Oto link: kliknij.

Można powiedzieć, że jest to kontynuacja klimatu miniatury "I said I'm only human", którą nowi czytelnicy mogą przeczytać tutaj

Pozdrawiam i mam nadzieję, że miniatura rozgrywająca się w alternatywnym świecie, zostanie przyjęta przez Was pozytywnie. 

Pozdrawiam/Yasmin

Ps; Nie mam zielonego pojęcia (czerwonego bądź różnokolorowego także), kiedy zostanie opublikowany rozdział 5. W dużej mierze zależy to od tego, czy ktokolwiek jeszcze śledzi tę historię, bowiem sama w sobie może ona mieć rację bytu, ale zdecydownaie lepiej rozwinęłaby się pod wpływem czytania jej. Całusy!

poniedziałek, 19 stycznia 2015

[Miniaturka] Gone forever?



Until the morning comes I'll forget about our life 

- Mylisz się, Hermiono - miękko zaakcentował jej imię, czym wywołał niemały szok u swojej towarzyszki. Dla niego zawsze była Granger. Nieważne, czy zwracał się do niej z wyrzutem czy krzyczał to w gwałtownej ekstazie. Granger. Tak po prostu już było. Tym bardziej patrzyła na niego z zaskoczeniem i czymś innym, czego nie potrafił zidentyfikować. - To, co skrywasz tutaj... - Jego smukłe palce zawędrowały do miejsca, gdzie znajdowało się serce dziewczyny. Ten czyn sprawił, że z jej ust wydobyło się niemalże zauważalne westchnięcie, które jednak szybko w sobie stłumiła. 

Draco znał każdy zakamarek ciała stojącej przed nim kobiety, lepiej niż ona sama. Przez niezliczoną liczbę nocy i dni odkrywał każdą skrzętnie zakrytą kartę. Odcisnął piętno na jej duszy, sercu i za to szczerze go nienawidziła. Bo nawet teraz, gdy usiłowała ruszyć dalej, przerwać trwanie w tej bezpiecznej, lecz jednocześnie niepewnej przystani, jego obecność już na zawsze będzie odczuwalna. Jak do tego doszło? Jakim cudem dopuściła go do siebie? Człowieka, który nienawidził jej od momentu, kiedy tylko pojawiła się na horyzoncie. Mało tego, dawał na każdym kroku odczuć swoją niechęć i obrzydzenie. Wspomnienia Hermiony były zagmatwane, jakby ktoś wysypał elementy różnych układanek i kazał jej z tego stworzyć jeden, wyraźny obraz. Nie chciała wracać do przeszłości oraz do drogi, którą oboje musieli przejść. Pokręciła głową, wyrywając się z transu, w którym mimowolnie się znalazła. Co chciał jej powiedzieć? Uniosła wzrok i spojrzała mu prosto w oczy, zimne, stalowo-szare oczy. Spoglądał na nią, jakby szacował, jak daleko jest w stanie się posunąć. Mimo że wiedziała, iż wcale tak nie było, poczuła złość. Na siebie i na niego. Malfoy uniósł kącik ust, jakby doskonale zdawał sobie sprawę z jej myśli. I zapewne tak było, pomyślała z goryczą. 

- Nie należy już do mnie - Zakończył dobitnie, jakby właśnie podpisał na nią wyrok śmierci. Próbowała zrozumieć, co właśnie do niej powiedział. "To, co skrywasz tutaj, nie należy już do mnie". Każdy członek jej ciała głośno sprzeciwiał się jego słowom. Błądziła wzrokiem po twarzy mężczyzny, szukając wytłumaczenia, czegokolwiek.

Draco westchnął i zabrał dłoń, którą do tej pory wciąż trzymał na bijącym szybko jak u kolibra sercu Granger. Nie miał jednak na tyle siły, by tak po prostu ją zostawić w spokoju, toteż palce zawędrowały na delikatnie zarumieniony policzek. Gładził ją z czułością, tłumacząc po cichu też sobie, że tak będzie lepiej. Co powinien powiedzieć? Wbić sztylet do końca i przekręcić?

- Kiedy wyjechałem i opuściłem Cię, zniszczyłem coś, co dopiero kiełkowało. - Widząc, że kobieta zamierza zaprotestować, zsunął palce na jej usta, nakazując milczenie. O dziwo, posłuchała go, co przyjął z ulgą. - Wtedy pojawił się Weasley, pocieszyciel złamanych niewieścich serc. Nie rób ze mnie durnia, Granger. Wiem dokładnie, jak to wyglądało, bo mimo wszystko, nie potrafiłem Cię tak po prostu porzucić - powiedział ironicznie, ignorując ogniki złości i irytacji, jakie pojawiły się w jej oczach. - Naprawił to, co ja zepsułem. Nie byłaś ze mną szczęśliwa, zresztą, kto by był. - Na chwilę odwrócił wzrok, nie chciał, by widziała ból w jego oczach. - Nie spodziewałaś się, że wrócę i wiesz co? Ja też. Bo taki był plan. Pobawić się małą szlamą, sprawić, żeby się uzależniła, a na końcu zostawić ją, by cierpiała. Jednak nic nie poszło zgodnie z planem. Bo mimo wszystko... mimo wszystko... nie jestem taki jak ojciec. Zgoda, krzywdziłem i niszczyłem, ale Bóg mi świadkiem, że ciągle za to pokutuję. I cholernie spieprzyłem sprawę. Zostałem Twoim przyjacielem, mimo że... kurwa, mimo że nie taki był plan. Od tego momentu wszystko szło coraz gorzej, bo widzisz, zakochałem się w Tobie tak mocno, że sam nie wierzyłem, iż można kogoś tak bardzo kochać. Ale jednak coś się udało, bo Ty i tak cierpiałaś. Bo oboje się uzależniliśmy i utknęliśmy w martwym punkcie. Teraz rozumiesz? Musiałem odejść. Pozwolić Ci żyć, byś na nowo mogła zakwitnąć. Cóż, przewidziałem, że pojawi się Weasley. W końcu gdy kota nie ma, myszy harcują. - Na jego ustach zakwitł gorzki uśmiech. - Spędzałaś z nim coraz więcej czasu, jednocześnie nie wpadając w chorą relację. Wiem też, że ten rudy popapraniec Cię kocha i na swój sposób uszczęśliwia. A Ty... Ty kochasz go i nie cierpisz. A to jest dla mnie najważniejsze. Pewnie chcesz spytać, to po co wróciłem? Żeby mieć pewność. Widziałem to zmieszanie na Twojej twarzy, które próbowałaś ukryć, gdy tylko mnie ujrzałaś. Radość była pozorna. Jaka przyszła panna młoda cieszyłaby się na widok byłego... nie wiem, kochanka, przyjaciela? Zaburzyłem spokój, który sobie zbudowałaś i za to - Efektownie zawiesił głos. - Muszę Cię przeprosić. Chyba to wszystko, co chciałem powiedzieć. Żegnaj, Granger i przekaż Weasleyowi moje najszczersze pozdrowienia. - Złośliwy uśmieszek tylko na chwilę zagościł na jego wargach, gdyż zniknął równie szybko, jak się pojawił. Cofnął się o krok, lecz wciąż nie zdejmował bladej dłoni z twarzy kobiety. W końcu ujrzała w jego oczach, jak podejmuje jakąś decyzję. Ponownie się do niej przybliżył, spojrzał jej w oczy i złożył na czole czuły pocałunek, lekki jak podmuch wiatru. - Nie zapomnij o mnie. - Usłyszała jego cichy szept, zanim pozwoliła mu odejść. Tak po prostu. Stała sparaliżowana, gdy Malfoy dumnym krokiem z podniesioną głową opuszczał jej mieszkanie. Odszedł. Tak po prostu.

***

Don't know what's going on

Przygotowania do ślubu szły pełną parą, lecz Hermiona czuła się martwa. O ile cierpiała po jego odejściu, tym niespodziewanymi i zupełnie dla niej niezrozumiałym, to teraz nie odczuwała nic. Martwa, nie potrafiła wykrzesać z siebie jakichkolwiek emocji. Uśmiechała się sztucznie, przymierzając przepiękną suknię ślubną, która wydawała się być dla niej stworzona. Długa do ziemi, podkreślająca jej atuty, pełna falban, powinna czuć się jak księżniczka, ale tak nie było. Pani Weasley natomiast cieszyła się za nie obie. Szeroki uśmiech nie schodził jej z twarzy. Uściskała Hermionę, która tępo wpatrywała się w taflę lustra. Naprawdę wychodzę za mąż? 

- Jesteś najpiękniejszą panną młodą, jaką kiedykolwiek widziałam! Nie mogę doczekać się reakcji Rona! - wylewała z siebie potok słów Molly, jej... przyszła matka. Gderała dalej, zupełnie ignorując brak odpowiedzi ze strony Hermiony. - Suknia leży na Tobie jak powinna i wyglądasz ślicznie, jednak nawet doskonałość można poprawić. Tak więc trzeba będzie zająć się Twoimi włosami, bo nie obraź się, kochaniutka, ale są strasznie napuszone, a na swoim ślubie musisz wyglądać perfekcyjnie, w końcu to na związek na całe życie. Od zawsze wiedziałam, że pomiędzy Tobą i Ronem coś jest. Nawet jak się kłóciliście. Nie patrz tak na mnie, dziecinko. Nie podsłuchiwałam, ale zawsze udało mi się wyłapać to i owo. Zresztą, to stare dzieje. Spójrz, jaką jesteście teraz zgodną parą! Och, nigdy nie widziałam mojego syna aż tak szczęśliwego! - Wzruszona kobieta starła łzę ze swojego policzka. Jakie wielkie było jej zdziwienie, gdy zauważyła, że i Hermiona płacze. Słone łzy strumieniem spływały po jej bladych policzkach i ginęły w odmętach białej sukni. Zaraz wzięła ją w objęcia. - Nie martw się, ja też bardzo się stresowałam, w końcu dzień ślubu to najważniejszy dzień w życiu kobiety.

Molly nie miała pojęcia, że to nie stres był powodem łez młodej kobiety. Hermiona Granger po prostu tęskniła bardziej niż chciała, o wiele bardziej, niż powinna.

***

Don't know what went wrong

Serce potrafiło przejąć całkowitą kontrolę nad rozsądkiem. Wystarczyło tylko choć na ulotną chwilę się zapomnieć. W następnej przytłaczały człowieka uczucia, nad którymi nie potrafił zapanować. Dusiły, mamiły, bo były takie wyjątkowe w porównaniu do zwykłej, szarej codzienności. Hermiona nie potrafiła naprawdę pokochać Rona. Dlaczego? Ponieważ kiedy raz zazna się smaku wolności, nie da się go tak po prostu wymazać, zapomnieć. Starała się, och, jak bardzo się starała! Nigdy nie chciała skrzywdzić osoby, która na każdym kroku o nią dbała. Szkopuł w tym, że Granger tego nie znosiła. Nie traktował jej jak partnerki, chciał się nią stale opiekować, a Hermiona...Czuła, jakby ktoś odcinał ją od źródła wolności. Ron za wszelką cenę chciał być w każdym momencie jej życia. Ona nie mogła mu tego zaoferować. To jest właśnie ta tragiczna ironia. Może nie pragnęła poniżenia, ale chciała namiętności, gwałtowności. Nie stateczności. Chciała wznosić się ponad wyżyny, pozwalać porywać się szalonym wichrom i zbuntowanym falom. Taka już była. Opiekuńczość Rona to dla niej za mało.  Malfoy natomiast...On jej to ofiarowywał każdego dnia. Nawet teraz, gdy go nie było, na samą myśl o nim drżała. Pasja i miłość. Tego najbardziej pragnęła Hermiona Granger.
Ron przytulał ją do mocno do siebie, a ona nie potrafiła zdobyć się na więcej niż na złożenie głowy na jego nagim torsie. W jego ramionach wcale nie odzyskiwała spokoju, jak to było w przypadku Malfoya. Wzrok miała wbity w sufit. Myślała. Ciekawe, czy Draco widzi ją teraz i czy jest szczęśliwy z  tego, co zrobił. Niemal uśmiechnęła się sarkastycznie, gdy wyobraziła sobie głowę Malfoya zaglądającą do jej mieszkania przez okno. On naprawdę zaburzył spokój brązowowłosej. Kiedy była pewna, że on jej nie kocha, pogodziła się z tym, że zniknął. Przez pierwsze dni płakała, lecz w końcu łzy przestały płynąć. Ron wyciągnął rękę w jej stronę i pomógł wyjść z błędnego koła. Czy kochała mężczyznę, z którym obecnie spędzała każdą noc? Jego dotyk nie był upajający, nie doprowadzał jej do utraty zmysłów. Nie sprawiał, że serce Hermiony biło szybciej niż zwykle. Traktował ją jak skarb, lecz mimo wszystko nie była szczęśliwa. Nie była bowiem delikatnym kwiatem, który pierwszy lepszy podmuch wiatru może złamać. Nie. Hermiona Granger miała duszę wojownika, która niejedno już widziała i przeżyła. Malfoy najwyraźniej nie znał jej tak dobrze, jak myślał, skoro nie zauważył smutku czającego się na dnie jej serca. Nie zauważył, że zmieszała się, bo go kochała i nie wiedziała, co mu powiedzieć. On odczytał to jako obawę i poczucie winy, że została przyłapana na gorącym uczynku. Muszę z tym skończyć, wpadam w paranoję, przeszło jej przez myśl. Draco Malfoy zniknął z jej życia równo miesiąc temu. Dlaczego tym razem nie potrafiła o nim zapomnieć? Skrzywiła się machinalnie, przypominając sobie słowa, które powiedział. "To, co skrywasz tutaj, nie należy już do mnie" Bzdura. Serce Granger było jego od momentu, kiedy tak naprawdę na nią spojrzał. Jak na kobietę i równą sobie, nie jak na szlamę, która pozjadała wszystkie rozumy. Coraz bardziej gubiła się w jego poplątanym rozumowaniu. Co chciał osiągnąć? Zniknął, pozwolił jej "zakwitnąć na nowo", pojawił się i znów ją opuścił? Dreszcz przeszedł po kręgosłupie Hermiony, gdy zdała sobie sprawę, iż może tym razem opuścił ją na zawsze. Długo jeszcze nie spała. Zasnęła dopiero wtedy, kiedy słońce powoli budziło się do życia, aby na nowo błyszczeć na niebie, a Ron wygramolił się z czerwonej satynowej pościeli, ziewnął i złożył pocałunek na jej włosach.

***

Feels like a hundred years I still can't believe you're gone

- Nie sądzisz, że ja też zasługuję, by być dla kogoś całym światem, a nie tylko wygodną opcją? - wyszeptał zrozpaczony, bo kobieta, która siedziała naprzeciwko niego, którą kochał, właśnie odchodziła. 

- Wybacz mi i zrozum, błagam - powtarzała od kilku minut te same słowa, a on wciąż nie mógł uwierzyć. Przecież był dla niej zawsze, kiedy go potrzebowała. Przecież ocierał każdą jej łzę i wspierał, gdy nie miała nikogo. Przecież... przecież ją kochał.

- Nie, Hermiono, nie potrafię tego zrozumieć. Chodzi o tego padalca, prawda? Wszystko zawsze związane jest z nim! - Zerwał się ze swojego miejsca, z wygodnego oprawionego w czarną skórę fotela. Pochylił się nad nią przez szklany stolik, jakby chciał ją zmusić do wycofania swoich słów. - Jak możesz mi to robić? 
Smutne orzechowe oczy nie mówiły nic. Milczały jak zaklęte. Odwrócił się od niej i podszedł do okna. 

- Ron, to nie Twoja wina, to ja. Ja jestem zepsuta. Jak zabawka. Wolę teraz sprawić byś cierpiał niż nienawidził mnie do końca życia za to, że Cię unieszczęśliwiam. - Hermiona musiała to w końcu powiedzieć. Czego właściwie od niego pragnęła? Rozgrzeszenia?
Palcami ścisnął skronie niemal do bólu. Och, jak bardzo jej w tym momencie nie znosił. Znowu to zrobiła. Odrzuciła go. Jak mógł się nabrać na jej wymuszone uśmieszki i zapewnienia, że jest z nim szczęśliwa? Był taki naiwny.

- Bawiło Cię to? Co, chciałaś się na mnie zemścić? Chciałaś, żebym poczuł się tak jak Ty, gdy Malfoy Cię rzucił? - Nie zdawał sobie sprawy, że jego ją raniły.
Zagryzła dolną wargę, by powstrzymać potok łez

- Ja Cię kocham, rozumiesz? Pragnąłem Twojego szczęścia, myślałem, że u mego boku go zaznasz - wyrzucał z siebie żal, który dławił go w gardle. Nie mógł teraz przestać. - Przez moment naprawdę wierzyłem, że nam się uda i o nim zapomnisz. Obudź się. Malfoy odszedł.

Tego jednak było już dla niej za wiele. Wstała ze swojego miejsca, jednak nie podeszła do niego. To on odwrócił się w stronę kobiety, która zaciskała pięści, byle tylko się uspokoić.

- Myślałam, że Cię kocham. Byłeś dla mnie taki dobry. Opiekowałeś się mną i za to będę Ci wdzięczna do końca życia. Jednak... moje serce nie należy już do mnie - wychrypiała, a ból jej w głosie sprawił, że Ron zaniemówił. - Przepraszam. Żegnaj, Ron.

- Hermiono!

Jednak ona go nie słyszała, bo już dawno wyszła z domu, w którym wspólnie mieli budować swoją przyszłość.

***

 I should have made you leave
I should have know it could be so much better

Jak mogłam skrzywdzić jedyną osobę, która naprawdę mnie kochała? Ta myśl kołatała w głowie Hermiony przez następne dwa tygodnie. Ron próbował się z nią skontaktować, jednak ona ignorowała wszystkie telefony, a gdy pukał do drzwi, po prostu nie otwierała. Wiedziała, że tak będzie dla niego lepiej. Raz na pocztę nagrała się Pani Weasley, a jej wiadomość spowodowała, że Hermiona nie wychodziła z łóżka przez kilka dni i zwinąwszy się w kłębek, płakała rzewnymi łzami.

- Jak mogłaś zrobić to mojemu synowi? Dobrze wiesz, że bardzo Cię kochał! Nie zbliżał się do naszego domu, bo inaczej od razu Cię przeklnę, Ty podła czarownico bez serca!

To i tak nie było najgorsze. Najgorsza była świadomość, że Malfoy nie dawał znaku życia. Zapadł się pod ziemię, zniknął. Skrycie liczyła, że gdy dowie się o zerwanych zaręczynach, to wróci. Tak się nie stało. Może nigdy mnie nie kochał? Może naprawdę chciał mnie zniszczyć? Tego nie wiedziała, jednak jednego była pewna. Udało mu się. Osiągnął swój początkowy cel. Wszystko poszło zgodnie z planem. Przełknęła gorzkie łzy i ponownie okryła się kołdrą. Co innego mogła zrobić? Nie potrafiła pracować, a rozszarpany emocjonalnie Auror to żaden Auror i Moody wyrozumiale dał jej urlop. Miała odpocząć i przemyśleć parę spraw. Już to zrobiła. Zapomni o Malfoyu raz na zawsze. Istniał na to prosty sposób. - Że też szybciej na to nie wpadłam! Zerwała się z łóżka niemal biegiem i dopadła swojej szafy, w której miała poskładane równo ubrania, a pod nimi...różdżkę. Wahała się tylko chwilę. Jedno proste zaklęcie mogło załatwić sprawę.

- Oblivat....

Expelliarmus!

Zdumiona nie odważyła się odwrócić. Doskonale znała ten głos. Draco Malfoy znów pojawił się w jej życiu.

***

I tell myself that I don't miss you at all

- Miałaś o mnie nie zapominać - przypomniał jej niezrażony milczeniem Malfoy, który niemal beztrosko opierał się o framugę drzwi od sypialni.

Była Gryfonka stała sztywno na dwóch nogach, a trybiki w jej głowie kręciły się z prędkością światła. Cóż za groteskowa sytuacja, pomyślała zirytowana. Cały żal, jaki odczuwała jeszcze parę minut temu, wyparował jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, która tak właściwie została jej odebrana. Żałowała, że w tym momencie wygląda jak kupka siedmiu nieszczęść. Wzięła głęboki wdech, aby dodać sobie cierpliwości i odwagi, po czym odwróciła się. Malfoy rzecz jasna prezentował się nienagannie, choć ten, kto go znał, mógł poznać, że to wszystko to fasada. Ubrany był w czarny sweter i zwykłe dżinsy, ale i tak wyglądał o niebo lepiej od niej - miała na sobie dresowe spodnie, byle jaki top i włosy związane w niedbałą kitkę.

- Wyglądasz okropnie - odezwał się ponownie mężczyzna, zbliżając się do Hermiony, która miała ogromną ochotę zrobić krok w tył. Jeszcze tego brakowało, by ten parszywy drań czerpał radość z jej smutku.

- Za to Ty masz się świetnie. Mogę wiedzieć, co tu robisz? - spytała, siląc się na grzeczność. Chyba nie bardzo jej to wyszło, gdyż Draco zmarszczył brwi. Jeszcze bardziej się przybliżył. Hermiona odruchowo się wyprostowała. Nie da mu tej satysfakcji.

- Chciałem sprawdzić, jak się masz. Słyszałem o Twoim głośnym rozstaniu z Weasleyem. Przez trzy dni nie schodziliście z okładek gazet. - Sarkazm w jego głosie zaczynał ją drażnić, a ochota, by mu przyłożyć, rosła z każdą sekundą.

- Nie udawaj, że Cię to interesuje - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Malfoy uśmiechnął się od ucha do ucha i jak gdyby nigdy nic mocno ją przytulił. Próbowała się wyrwać, jednak on nie wypuszczał byłej Gryfonki z objęć, co tylko potęgowało złość Hermiony.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo za Tobą tęskniłem - wymruczał wprost do jej ucha, co sprawiło, że mimowolnie zadrżała. Powoli się uspokajała. On naprawdę był bezpieczną przystanią.
Czując, że Hermiona go nie uderzy, odsunął ją od siebie na odległość ramienia. Patrzył w orzechowe oczy i dostrzegł w nich szereg emocji. Niepewność, tęsknota i smutek mieszały się ze sobą. Poczuł żal do samego siebie.

- Wiem, popełniłe...

- Zamknij się! - przerwała mu gwałtownie. Miała dość bycia stroną bierną, która zawsze musiała tylko słuchać. Czas, żeby i on poznał, co to znaczy ból. - Jesteś cholernym sukinsynem, Malfoy. Dobrze wiedziałeś, co robisz. Chciałeś mnie zranić? Udało Ci się. Chciałeś mnie zniszczyć? Twoje niedoczekanie. Kochałam Cię bardziej niż cokolwiek na świecie. Nie traktowałeś mnie jak piórko, byłeś stanowczy i za to Cię uwielbiałam. Chcę usłyszeć tylko jedno. Kochałeś mnie? - Spojrzenie miała spokojne, za to jego oczy przestały być chłodne. - Bo jeśli to wszystko, to była gra, to wiedz, że...

Nie dał jej dokończyć. Pokonał dzielące ich centymetry i pocałował ją. Mocno. Opierała się tylko przez kilka sekund. Wplotła palce w jego blond włosy, przyciągając go bliżej. Tęsknota, którą w sobie dusiła od kilku tygodni, w końcu dała ujście emocjom. Dłonie Draco również nie zwisały bezwładnie, a ciasno obejmowały dziewczynę w talii. Wargi miażdżyły się w gorących pocałunkach. Odsunęli się od siebie dopiero wtedy, gdy zdradzieckie powietrze dało o sobie znać. Oboje mierzyli się wzrokiem, pojedynek spojrzeń - ciepłe orzechowe i niespokojne szare. Powoli na ustach Malfoya kształtował się uśmiech. Nie ironiczny, złośliwy. Zwykły uśmiech, który sprawił, że serce Hermiony radośnie zatrzepotało, a ona sama nie potrafiła powstrzymać unoszących się kącików ust.

- Nie kochałem Cię, Granger - powiedział w końcu Draco, badawczo się jej przyglądając. Uśmiech zamarł jej na ustach. - Wciąż Cię kocham. Po prostu myślałem, że on Cię uszczęśliwi. Co były Śmierciożerca mógłby Ci zaoferować oprócz resztek serca?
Jej policzki nabrały koloru dojrzałej piwonii. Nie obchodziło jej to. W tym momencie w uszach brzmiały jej jego łagodne słowa: "Wciąć Cię kocham".

- Ty naprawdę jesteś głupi! - Nie mogła się powstrzymać. Malfoy spochmurniał, ale nic nie powiedział. - Tylko z Tobą mogę być szczęśliwa, kiedy w końcu pojmiesz, że nie liczy się dla mnie kim byłeś, a kim jesteś? Kocham Cię, Draco - dodała miękko.
Tak bardzo nie wierzył w siebie, tak bardzo był ślepy, nie widział, jak lepszym stał się człowiekiem.

- Możesz powtórzyć? Chyba nie dosłyszałem? - żartobliwie uformował z ręki trąbkę i przyłożył ją do ucha. Po raz pierwszy od ich rozstania szczerze się roześmiała. Zarzuciła mu ręce na szyję,

- Mamy sporo do nadrobienia - powiedziała z nutką rozbawienia w głosie.

- O tak, ale przede wszystkim musimy nauczyć się rozmawiać, bo to chyba nie bardzo nam wychodzi. - Zaśmiał się tubalnie, opierając dłonie na jej zgrabnych biodrach.

- To od czego zaczynamy? - Spojrzała na niego z tajemniczym błyskiem w oku, a po jej ustach błąkał się uśmieszek zadowolenia.

- Moja mała Gryfonka - wymruczał po czym zrobił jedyną rzecz, na jaką w tym momencie miał ochotę. Pocałował ją, a ona tym razem mu się nie opierała.
Draco Malfoy był jej wyborem tak samo, jak ona była jego. I nie zamierzali z siebie rezygnować.

Maybe we'll turn it all around
'Cause it's not too late
It's never too late


Miniaturka mojego autorstwa miała pojawić się już dawno temu. Co najśmieszniejsze, wcale nie tak miała wyglądać. Jednak w życiu każdego człowieka pojawia się czasem impuls, któremu nie można się oprzeć. I tak było w tym przypadku. Pojedyncze wersy formowały się w mojej głowie, aż w końcu powstała ta oto miniaturka. Wyszło, jak wyszło. Mam cichą nadzieję, że komuś się spodoba. Liczę też na konstruktywną krytykę, bo tego nigdy nie mam dość. :) 
PS: Razem z Yas właśnie zabieramy się do pracy nad rozdziałem 5. Do zobaczenia niedługo!
Pozdrawiam serdecznie,
Yv.